Mam dziś "wolny" dzień na uczelni. Oznacza to nie mniej ni więcej, że z racji poniedziałku spóźniłam się 15 min na zebranie labowe o 9:30 się zaczynające. Potem zadbałam o moje komóreczki coby miały co jeść. A potem zapadłam w letarg nad artykułami.
Od 2.5 tygodnia posiadam dumny status studenta University of Amsterdam. Oznacza to m.in. że mam 12 lat (na legitymacji wpisali mi rok ur. 1998), na imię Agnieschka i mieszkam w Diemen. Większość dnia spędzam w niejakim Science Park w Amsterdamie robiąc śliczne zdjęcia ślicznym świecącym komóreczkom (chyba że one akurat rosną, to daję im spokój).
Z pozytywnych wydarzeń "z życia kampusu" muszę zaznaczyć obecność DARMOWYCH automatów z kawą oraz organizowanych raz na 2 miesiące spotkań integracyjnych tutejszych PhD na których jest DARMOWE jedzenie i piwo :) A może raczej piwko, bo 0.33l to raczej tak na aperitif niż na picie. Pozytywne jest również posiadanie rowera i dojeżdżanie nim wszędzie w odległości do 10 km :)
Oczywiście jednym z olbrzymich plusów mojej obecności tutaj jest fakt, że odległość do Franka zmniejszyła mi się z 1300 km do 40km co skutkuje moimi coweekendowymi wizytami w Utrechcie. Jak na przykładnego mężczyznę przystało, luby mój gotuje mi obiady, kupuje cukierki, żelki, desery, zabiera mnie do kina i na koncerty oraz dba bym pozostała w jednym kawałku (masażysta^^).
Z minusów: małe piwo wszędzie, drogie piwo wszędzie, generalnie drogo wszędzie .... albo może inaczej, w Polsce bida wszędzie i pieniążka nie mam na życie :(
Ale damy radę! Przeszłam na dietę "student-hard" czyli zupki chińskie, najtańsze mleko i produkty kategorii "euro" o dość szemranym pochodzeniu ale nie atakujące zawartości portfela. Dzięki zapasowi zup i sosów w proszku z Polski, mięs i kiełbas oraz makaronu. Dieta moja jeszcze nie jest tak drastyczna i zawiera raczej optymalnie ilości białka i innych takich... aczkolwiek z każdym dniem staje się jakby mniejsza w porcjach :)
Najważniejsze jest, że dam radę! i będzie to najwspanialszy wyjazd mojego życia i takie tam :P (Małe piwa! brak wódki... ratunku!!!)
czyli egzamin na magisterkę za parę godzin, ja nic nie umiem, piwo otworzyłam, a poza tym mam ochotę zacząć biegać do okoła kampusu z krzykiem... względnie mogłabym go wysadzić w powietrze, spalić... hmmm a może pójdę spać?
ARGH!!!!!!
a poza tym jest ze mnie biacz straszna, i mam doła egzystencjalnego i najchętniej założyłabym band punkowy i ruszyła w trasę paląc, pijąc i ćpając. Sex też byłby mile widziany....
a tymczasem: mieszadła reaktory, biochemia, biol.kom....... ARGH!!!!
A tak mnie naszło z racji dzisiejszej debaty, że niby mam tego bloga i co że nikt go nie czyta (poza Hikaru) to może coś tam napiszę, coby utknęło w wirtualniej czasoprzestrzeni. A czemu tytuł? bo akurat to leciało na playliście :)
Ostatnia moja notka była z Amsterdamu, aktualna jest jedynie z Tarnowa. W takt soundtraca z Amelie. I nic. I w Tarnowie tak życie opisać można. Fakt błam na parku linowym, a potem piłam na ruinach, a potem na szczurze a potem w sanguszkach..... ale to takie licealne... i ktoś mi zarzucić może że z moim 18 +vat powinnam inaczej spędzać czas, ale ja mimo to lubię moją infantylną, męską czapkę, lubię mój śmiech i piwo za 2 zł. Może nigdy nawet mi to nie zniknie, ale co tam. Jutro wyprawa do Krk po rzeczy i załatwiać sprawy z uczelnią.... tak.. ekhm w międzyczasie zdążyłam skończyć studia.... i co? i dalej picie w plenerze.... niektórzy nie dorastają. Wiem że stwierdzenie to głównie dotyczy facetów co to zmieniają poprostu zabwki na droższe... ja zmieniam na bardziej wyrafinowane. Ot erazmus, ot komputer ot... motor.
Amen.
PS.
tak wena mi się skończyła i przypomniałam sobie że jutro Krk i wstać trzeba po 7 rano... więc koniec... może kiedyś coś bardziej zgrabnego :)
Obiecałam, że będę informować co jakiś czas o moich wojażach :) Oto jestem sobie aktualnie w Utrechcie :) w piątek za to byłam w Amsterdamie odwiedzać moją przyszłą uczelnię. Jest urocza, nowa i ma taaaakie wielkie laboratoria i taaakie fajne projekty :P Ale może o tym mówić nie mogę bo mam mało czasu bo niejaki Frank, każe mi się zwlekać z łóżka bo jedziemy na obiad. Jego babcia wczoraj dała mu w kopercie 100 euro coby zabrał mnie na wykwintny obiad. Już lubię jego babcię :) Jedziemy więc do wykwintnej restauracji z meksykańskim jadłem, którą prowadzi przyjaciel Franka tzw. Jeshu. Weekend już uznaję za udany, bo:
1. Człowiek ma prawo mieszkać nad Wilenką, a Wilenka przepływać obok człowieka.
2. Człowiek ma prawo do ciepłej wody, ogrzewania w zimie i do dachu z dachówek. 3. Człowiek ma prawo umrzeć, ale nie jest to jego obowiązkiem. 4. Człowiek ma prawo do błędów. 5. Człowiek ma prawo do wyjątkowości. 6. Człowiek ma prawo kochać. 7. Człowiek ma prawo być niekochany, ale niekoniecznie. 8. Człowiek ma prawo być nieznany i niewybitny. 9. Człowiek ma prawo do lenistwa i nicnierobienia. 10. Człowiek ma prawo kochać kota i opiekować się nim. 11. Człowiek ma prawo opiekować się psem do końca życia (swego lub psa). 12. Pies ma prawo być psem. 13. Kot nie ma obowiązku kochać swego pana, ale powinien pomóc mu w trudnej chwili. 14. Człowiek ma prawo czasami nie wiedzieć, czy ma obowiązki. 15. Człowiek ma prawo wątpić, ale nie jest to jego obowiązkiem. 16. Człowiek ma prawo do szczęścia. 17. Człowiek ma prawo do nieszczęścia. 18. Człowiek ma prawo do milczenia. 19. Człowiek ma prawo do wiary. 20. Człowiek nie ma prawa do przemocy. 21. Człowiek ma prawo uświadomić sobie swoją małość i wielkość. 22. Człowiek nie ma prawa porywać się na wieczność. 23. Człowiek ma prawo rozumieć. 24. Człowiek ma prawo niczego nie rozumieć. 25. Człowiek ma prawo być różnej narodowości. 26. Człowiek ma prawo obchodzić swoje urodziny albo ich nie obchodzić. 27. Człowiek powinien pamiętać, jak się nazywa. 28. Człowiek może się dzielić tym, co ma. 29. Człowiek nie może się dzielić tym, czego nie ma. 30. Człowiek ma prawo mieć braci, siostry i rodziców. 31. Człowiek może być wolny. 32. Człowiek jest odpowiedzialny za swoją wolność. 33. Człowiek ma prawo płakać. 34. Człowiek ma prawo być niezrozumianym. 35. Człowiek nie ma prawa zrzucać winy na innych. 36. Człowiek ma prawo do indywidualizmu. 37. Człowiek ma prawo nie mieć żadnych praw. 38. Człowiek ma prawo się nie bać.
Wracam, uciekam, wyjeżdżam i znów wracam... nic na stałe, na dłużej i z sensem. Ot tu zapalę, tam przytopię i tak krążę dookoła ziemii.
W papierach figuruję jako studentka biotechnologii. Mnie też to nic nie mówi.